Guskin's life

Весеннее

Много необычного. Листик с жемчужинкой Napier. Попугай Attwood&Sawyer. Зодиак "Скорпион", букет чертополоха, божья коровка и эмалевый свиток-завиток Trifari. Белочка Tortolani. Скотч-терьер Marcel Boucher. И рыбка из новой для меня серии Monet.

Черни: отчёт за март (номер 44)

Вот, тот самый этюд, куда сбежало все подкладывание первого пальца из предыдущего.

Сложный! Очень много мудреных переходов, прыжков и тому подобного. Плюс достаточно длинные forte, на которых рука устает. Плюс прыжки в левой руке. В общем, рада, что как-то проскочила этот этюд, а то страшновато было.

Темп в нотах указан 120 на четверть, у меня темп — примерно 102; быстрее не могу, мне и 102 более чем хватило. Из заметных косяков — неровный ритм в сложных местах с прыжками, ну и пара лишних нот где-то задета, а так, в целом, вышло неплохо.

Ну и вообще, этюд по музыке не скучный, играть приятно. Хороший.


Карл Черни. Искусство беглости пальцев. Этюд №44 (легчайший удар при наибольшей подвижности пальцев???).

Карл Черни. Искусство беглости пальцев. Этюд №43 — видео

Gianni Rodari, Bajki przez telefon (ciąg dalszy)

Droga, która nie prowadziła do żadnego miejsca

Przy wyjeździe ze wsi rozchodziły się trzy drogi: jedna prowadziła nad morze, druga do miasta, a trzecia nie prowadziła do żadnego miejsca.

Martino wiedział o tym, bo pytał o to po trochu wszystkich, i od wszystkich otrzymywał tę samą odpowiedź:

— Tamta droga? Prowadzi donikąd. Nie ma sensu iść nią.

— A gdzie się kończy?

— Nie kończy się w żadnym mieście.

— Ale w takim razie dlaczego jest zrobiona?

— Nikt jej nie robił, zawsze tu była.

— I nikt nigdy nią nie chodził, żeby to sprawdzić?

— Naprawdę masz barani łeb, powiedziano ci, że nie ma tam nic do sprawdzenia…

— Nie można tego wiedzieć, jeśli nigdy nikt tam nie był.

Był taki zawzięty, że zaczęto nazywać go Martino Barani Łeb, ale on się na to nie obrażał i dalej rozmyślał o drodze, która nie prowadziła do żadnego miejsca.

Kiedy był już na tyle dorosły, że mógł przejść przez ulicę, nie podając dłoni dziadkowi, pewnego ranka wstał wcześnie, wyszedł ze wsi i bez wahania wstąpił na tajemniczą drogę, i poszedł przed siebie. Nawierzchnia była pełna dziur i chwastów, lecz na szczęście już jakiś czas nie padało, więc nie było kałuż. Po prawej i lewej stronie ciągnął się żywopłot, ale wkrótce zaczął się las. Gałęzie drzew splatały się nad drogą, tworząc ciemną, chłodną galerię, do której tylko tu i ówdzie przenikały nieliczne promienie słońca, pełniąc rolę reflektorów.

Szedł i szedł, galeria nigdy się nie kończyła, droga nigdy się nie kończyła, bolały Martino nogi, i już zaczynał myśleć, że dobrze byłoby zawrócić, kiedy zobaczył psa.

“Gdzie jest pies, jest dom, — sądził Martino, — albo przynajmniej człowiek”.

Pies podbiegł do niego, machając ogonem, i polizał jego ręce, a potem udał się drogą, i co krok odwracał się, żeby sprawdzić, czy Martino nadal za nim podąża.

— Idę, idę, — mówił Martino, zaskoczony.

Nareszcie las zaczął się przerzedzać, w górze ukazało się ponownie niebo, a droga kończyła się u progu dużej żelaznej bramy.

Przez kraty Martin zobaczył zamek, z drzwiami i oknami otwartymi na oścież, i ze wszystkich kominów wydobywał się dym, a z balkonu najpiękniejsza dama machała ręką i krzyczała wesoło:

— Zapraszam, zapraszam, Martino Barani Łeb!

— Ojej, — ucieszył się Martino, — ja nie wiedziałem, że przyjdę, ale ona wiedziała.

Pchnął bramę, przeszedł przez park i wszedł do sali zamkowej w samą porę, aby ukłonić się pięknej damie, schodzącej po schodach. Była ładna i ubrana nawet lepiej niż wróżki i księżniczki, a ponadto była naprawdę wesoła i się śmiała:

— Więc nie uwierzyłeś.

— W co?

— W historię drogi, która nie prowadziła do żadnego miejsca.

— Była za głupia. I moim zdaniem miejsc jest jeszcze więcej, niż dróg.

— Oczywiście, byle tylko była chęć się ruszyć.

Było tam ponad sto pokojów, pełnych skarbów wszelkiego rodzaju, jak w bajkowych zamkach, w których leżą śpiące królewny lub orki gromadzą swoje bogactwa. Były tam diamenty, kamienie szlachetne, złoto, srebro, i piękna dama ciągle mówiła:

— Bierz, bierz co chcesz. Pożyczę ci wózek do uniesienia ciężaru.

Sami pomyślcie, czy Martino trzeba było namawiać. Wózek był całkowicie pełny, kiedy odjechał. Na pudle siedział pies, który był wytresowany i umiał trzymać wodze i szczekać na konie, gdy drzemały i schodziły z drogi.

We wsi, gdzie uznano go już za zmarłego, Martino Barani Łeb został przyjęty z wielkim zaskoczeniem. Pies wyładował na plac wszystkie jego skarby, machnął dwukrotnie ogonem na powitanie, znów usiadł na pudle — i oddalił się, w obłoku kurzu. Martino dał wspaniałe prezenty wszystkim, przyjaciołom i wrogom, i został sto razy zmuszony do opowiedzenia o swojej przygodzie, i za każdym razem, gdy kończył opowiadanie, ktoś biegł do domu, aby odebrać wózek i konia, i pędził po drodze, która nie prowadziła do żadnego miejsca.

Ale tego samego wieczoru wrócili jeden po drugim, z wykrzywionymi ze złości twarzami: droga, dla nich, kończyła się w środku lasu, przy gęstej ścianie drzew, w morzu cierni. Już nie było ani bramy, ani zamku, ani pięknej damy. Ponieważ pewne skarby istnieją tylko dla tych, którzy jako pierwsi podążają nową drogą, i pierwszy był Martino Barani Łeb.

Подвески из серии Swarovski Crystal Memories

Ещё одна часть коллекции потихоньку пополняется :).

Осенний Кипр-2025. Итоги.

Сувениров мы почти никаких не привезли, потому что у нас уже и так почти всё было :). Но всё же не удержалась и купила кружку.

В карманах приехали орехи и жёлуди.

Мои фитнес-часы сначала радовались нашим долгим прогулкам в горах, а потом начали нервничать и требовать, чтобы я немедленно отдохнула. А то будут травмы!

И не соврали, травма реально случилась: я натёрла руку ремешком этих фитнес-часов :).

А на карту Кипра добавилось ещё несколько проеханных дорог и пройденных тропинок.

Осенний Кипр-2025. Ларнака.

Перед отлётом прогулялись по Ларнаке. Просто чтобы скоротать часик.

Вдали видно променад с пальмами, но мы не успели до него дойти.

Водичка.

Котик.

Ну и совсем напоследок на несколько минут заглянули на соленое озеро.

Просто большое пятно розовой мокрой соли :).

Тут все прощаются с Кипром, потому что это совсем рядом с аэропортом. Попрощались и мы.

Жаль, что в нынешнем мире невозможно рассчитывать вернуться. Но можно надеяться.

Осенний Кипр-2025. Pipis forest.

В последний день поездки прогулялись в лесу в окрестностях Ларнаки (чтобы точно не опоздать). От этой прогулки остались очень смешанные чувства.

По-первых, потому что это была последняя прогулка в горах, и от этого было очень грустно.

Во-вторых, потому что мы шли почти всё время по грунтовой дороге, палимые солнцем. Я от прогулки в лесу ожидала чего-то другого, более лесистого, что ли...

В-третьих, потому что вокруг было всё типичное и красивое :).

Но несколько однообразное.

В-четвертых, потому что, когда мы уже подходили к верхней точке запланированного маршрута, нам сообщили из Питера, что в нашей свежесделанной, с иголочки кухне развалился слив мойки (и немного затопил кухню, да).

В-пятых, пытаясь понять, что там с кухней, мы одновременно замечали разные интересности. Например, вот два холма: один люди обезлесили, а второй — повторно засадили.

А вот склон, который смотрит на север, и на нём есть какие-то лишайнички, в то время как на южных вообще всё выжжено солнцем.

Ну и в-шестых, потому что это была нашая последняя прогулка в горах, и от этого было очень грустно.

Осенний Кипр-2025. Ставровуни.

Съездили к монастырю Ставровуни, думали там прогуляться, может, какими-то тропками, но все тропки там очень крутые.

В итоге просто прокатились на машине. Больше всего понравилась смотровая площадка — ниже монастыря, но тоже очень высоко.

Очередные ульи :).

Ну и сам монастырь — сурово и эффектно стоит на самой макушке горы Ставровуни.

Очень красивый и очень обособленный уголок.

Осенний Кипр-2025. Dyo Mouttes Trail.

Этот маршрут мне дался тяжело, особенно когда, спустившись с одной горки, мы полезли на другую, повыше — и тут-то я поняла, почему тропа называется "Две вершины", хехе.

Зато налюбовались горными пейзажами, вот уж где реально потрясающие виды.

Дальше под катом.