Guskin's life

Gianni Rodari, Bajki przez telefon (ciąg dalszy)

Słynny deszcz w Piombino

Pewnego razu w Piombino padały drażetki, tak duże, jak gradziny, ale wszelakich kolorów: zielone, różowe, fioletowe, niebieskie. Jedno dziecko włożyło zieloną gradzinę do ust, tylko na spróbowanie, i dowiedziało się, że smakuje jak mięta. Drugie skosztowało różowej, i ona smakowała jak truskawka.

— To są drażetki! To są drażetki!

I wszyscy popędzili na ulice aby wypełnić sobie kieszenie. Ale nie nadążali za zbieraniem, bo one padały bardzo gęsto.

Deszcz nie trwał długo, ale pozostawił ulice pokryte dywanem pachnących drażetek, które skrzypiały pod nogami. Uczniowie, wracając ze szkoły, jeszcze je znaleźli, aby wypełnić teczki. Starsze kobiety zbierały drażetki do dużych tobołków ze swoich chustek.

To był wielki dzień.

Nawet teraz wiele osób czeka na deszcz drażetek z nieba, ale ta chmura nie przychodziła więcej ani z Piombino, ani z Turynu i może nigdy nie przyjdzie nawet z Cremony.

Кипр-2024. Закат на Каво Греко

Вроде бы, какие-то облачка были на небе и в прогнозе, поэтому поехали смотреть закат. К несчастью, никаких облачков так и не набежало, закат был максимально скучный. Ну море, ну небо, ну солнце :).

Солнышко зависло над горизонтом...

Проложило морщинистую дорожку.

А потом плюхнулось за горы. Всё очень быстро, это вам не Питер :).

После этого вся толпа, собравшаяся смотреть закат, быстро разбегается и разъезжается, потому что очень скоро станет совсем темно.

Видео из аквариума в Протарасе

Кипр-2024. Аквариум в Протарасе

В последнюю поездку посетили Ocean Aquarium в Протарасе — ну, название, конечно, громкое, но мы ничего особенного не ожидали, поэтому нам экспозиция понравилась :).

Я в рыбках совсем не разбираюсь, но посмотреть на них люблю, мне кажется, мало что есть красивее хорошего аквариума. А аквариумов там довольно много. И условия для фотографирования неплохие, так что я наделала много фоток прикольных рыбок.

Ещё много фото под катом.

Из серии "Как я провёл этим утром"

Черни: отчёт за февраль (номер 31)

Хороший этюд, красивый, но для меня сложный. Получился не очень, много грязи, жаль :(. Сложнее всего было, конечно, с левой рукой, но и правая тоже вела себя не очень.

Обидно, что результат не обрадовал, но ничего, главное — помнить, что цель была не в идеальном исполнении, а в улучшении техники. Надеюсь, техника немного улучшилась.


Карл Черни. Искусство беглости пальцев. Этюд №31 (упражнение на подкладывание первого пальца).

Карл Черни. Искусство беглости пальцев. Этюд №30 — видео

Гуляли :)

Ещё много фото под катом.

Дополнения к разным коллекциям Trifari

Вот такая у меня теперь коллекция плодоовощных малышек (вариант с глянцевыми листиками).

Красно-белые пупырки :). Наверное, теперь полный сет, больше вариантов не видала (но всё может быть).

Trifari Fragonard — не претендует на полноту, но красивая же )). Сверху — брошь и клипсы.

Одна из ориентальных коллекций Trifari. Большая часть с жёлтыми и зелеными эмалями (самый популярный вариант), но полумесяц приехал чисто зеленый — а у меня к нему как раз клипсы были :).

Вот эта коллекция явно не полна. Есть ещё белый и синий варианты, которые не попали на фото, потому что дополнений к ним не приехало.

А главное, конечно, — знаменитые эмали 1967-го года.

Gianni Rodari, Bajki przez telefon (ciąg dalszy)

Dotknąć nosa króla

Pewnego razu Giovannino Tracidni postanowił pojechać do Rzymu aby dotknąć nosa króla. Jego przyjaciele mu odradzali, twierdząc:

— Zobacz, to rzecz niebezpieczna. Jeśli król się wkurzy, całkowicie stracisz twój nos razem z głową.

Ale Giovannino był zawzięty. Podczas pakowania walizek, aby potrenować trochę, odwiedzał proboszcza, burmistrza i marszałka i dotknął nosa każdego z trzech z taką starannością i umiejętnością, że oni niczego nie zauważyli.

“W sumie to nietrudne”, — pomyślał Giovannino. Po przybyciu do pobliskiego miasta pokazano mu domy gubernatora, prezydenta i sędziego, i Giovannino poszedł z wizytą do tych wybitnych postaci i też dotknął ich nosów, jednym palcem czy dwoma. Postaci były tym trochę zmartwione, bo Giovannino wydawał się dobrze wykształconym człowiekiem i mógł rozmawiać na prawie każdy temat. Prezydent nawet nieco się wkurzył i zawołał:

— Hola, bierzesz mnie za nos?

— Na litość boską, — powiedział Giovannino, — była tam mucha.

Prezydent rozejrzał się wokół, nie zobaczył much ani komarów, ale tymczasem Giovannino pośpiesznie się ukłonił i wyszedł sobie, nie zapomniawszy zamknąć drzwi.

Giovannino miał książeczkę do liczenia nosów, które potrafił dotknąć. Wszystkie nosy były poważne.

Lecz w Rzymie liczba nosów powiększała się tak szybko, że Giovannino musiał kupić większy notatnik. Wystarczyło tylko pospacerować po ulicy, żeby na pewno gdzieś spotkać paru biskupów, kilku wicekonsulów i dziesiątkę wielkich sekretarzy.

Już nie mówimy o prezydentach — było tam więcej prezydentów niż żebraków. Wszystkie te luksusowe nosy były pod ręką. Ich właściciele faktycznie mylili nagabywanie Giovannina z hołdem ich autorytetowi, a niektórzy z nich posunęli się tak daleko, że zasugerowali swej świcie, aby robiła to samo, mówiąc:

— Odtąd, zamiast ukłonu, możecie dotykać mojego nosa. To zwyczaj bardziej nowoczesny i bardziej wyrafinowany.

Świta, na początku, nie odważyła się wyciągnąć rąk do nosów jej przełożonych. Ci jednak zachęcali ich najszerszymi uśmiechami, zatem poleciały dotknięcia, wymacywania, szorowania: wysoko postawione nosy zrobiły się błyszczące i czerwone z zadowolenia.

Giovannino nie zapomniał o swoim głównym celu, którym było dotknięcie nosa króla, i tylko czekał na dobrą okazję. Taka okazja pojawiła się podczas parady. Giovannino zauważył, że czasami ktoś z obecnych wychodził z tłumu, wskakiwał na stopnie królewskiego pojazdu i doręczał królowi kopertę — pewnie, podanie, — którą król z uśmiechem przekazywał swojemu premierowi.

Kiedy pojazd był dość blisko, Giovannino wskoczył na podnóżek, i póki król posyłał do niego zachęcający uśmiech, mu rzekł:

— Przepraszam, — wyciągnął rękę i potarł czubkiem palca wskazującego czubek nosa Jego Królewskiej Mości.

Zszokowany król dotknął swojego nosa, otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Giovannino już skoczył do tyłu i się zabezpieczył w tłumie. Wybuchły mocne oklaski i natychmiast inni obywatele z entuzjazmem pośpiesznie zaczęli naśladować Giovannina: wskakiwali na pojazd, chwytali króla za nos i starannie go uciskali.

— To nowy znak hołdu, Wasza Wysokość, — mamrotał z uśmiechem premier do uszu króla.

Ale król zupełnie nie miał ochoty na uśmiechy: bolał go nos i zaczynał się katar, a on nie miał nawet czasu wytrzeć nosa, bo jego wierni poddani nie dawali mu wytchnienia i radośnie kontynuowali łapanie go za nos.

Giovannino wrócił do swojego kraju zadowolony.