
Вот такая у меня теперь коллекция плодоовощных малышек (вариант с глянцевыми листиками).

Красно-белые пупырки :). Наверное, теперь полный сет, больше вариантов не видала (но всё может быть).

Trifari Fragonard — не претендует на полноту, но красивая же )). Сверху — брошь и клипсы.

Одна из ориентальных коллекций Trifari. Большая часть с жёлтыми и зелеными эмалями (самый популярный вариант), но полумесяц приехал чисто зеленый — а у меня к нему как раз клипсы были :).

Вот эта коллекция явно не полна. Есть ещё белый и синий варианты, которые не попали на фото, потому что дополнений к ним не приехало.

А главное, конечно, — знаменитые эмали 1967-го года.

Dotknąć nosa króla
Pewnego razu Giovannino Tracidni postanowił pojechać do Rzymu aby dotknąć nosa króla. Jego przyjaciele mu odradzali, twierdząc:
— Zobacz, to rzecz niebezpieczna. Jeśli król się wkurzy, całkowicie stracisz twój nos razem z głową.
Ale Giovannino był zawzięty. Podczas pakowania walizek, aby potrenować trochę, odwiedzał proboszcza, burmistrza i marszałka i dotknął nosa każdego z trzech z taką starannością i umiejętnością, że oni niczego nie zauważyli.
“W sumie to nietrudne”, — pomyślał Giovannino. Po przybyciu do pobliskiego miasta pokazano mu domy gubernatora, prezydenta i sędziego, i Giovannino poszedł z wizytą do tych wybitnych postaci i też dotknął ich nosów, jednym palcem czy dwoma. Postaci były tym trochę zmartwione, bo Giovannino wydawał się dobrze wykształconym człowiekiem i mógł rozmawiać na prawie każdy temat. Prezydent nawet nieco się wkurzył i zawołał:
— Hola, bierzesz mnie za nos?
— Na litość boską, — powiedział Giovannino, — była tam mucha.
Prezydent rozejrzał się wokół, nie zobaczył much ani komarów, ale tymczasem Giovannino pośpiesznie się ukłonił i wyszedł sobie, nie zapomniawszy zamknąć drzwi.
Giovannino miał książeczkę do liczenia nosów, które potrafił dotknąć. Wszystkie nosy były poważne.
Lecz w Rzymie liczba nosów powiększała się tak szybko, że Giovannino musiał kupić większy notatnik. Wystarczyło tylko pospacerować po ulicy, żeby na pewno gdzieś spotkać paru biskupów, kilku wicekonsulów i dziesiątkę wielkich sekretarzy.
Już nie mówimy o prezydentach — było tam więcej prezydentów niż żebraków. Wszystkie te luksusowe nosy były pod ręką. Ich właściciele faktycznie mylili nagabywanie Giovannina z hołdem ich autorytetowi, a niektórzy z nich posunęli się tak daleko, że zasugerowali swej świcie, aby robiła to samo, mówiąc:
— Odtąd, zamiast ukłonu, możecie dotykać mojego nosa. To zwyczaj bardziej nowoczesny i bardziej wyrafinowany.
Świta, na początku, nie odważyła się wyciągnąć rąk do nosów jej przełożonych. Ci jednak zachęcali ich najszerszymi uśmiechami, zatem poleciały dotknięcia, wymacywania, szorowania: wysoko postawione nosy zrobiły się błyszczące i czerwone z zadowolenia.
Giovannino nie zapomniał o swoim głównym celu, którym było dotknięcie nosa króla, i tylko czekał na dobrą okazję. Taka okazja pojawiła się podczas parady. Giovannino zauważył, że czasami ktoś z obecnych wychodził z tłumu, wskakiwał na stopnie królewskiego pojazdu i doręczał królowi kopertę — pewnie, podanie, — którą król z uśmiechem przekazywał swojemu premierowi.
Kiedy pojazd był dość blisko, Giovannino wskoczył na podnóżek, i póki król posyłał do niego zachęcający uśmiech, mu rzekł:
— Przepraszam, — wyciągnął rękę i potarł czubkiem palca wskazującego czubek nosa Jego Królewskiej Mości.
Zszokowany król dotknął swojego nosa, otworzył usta, aby coś powiedzieć, ale Giovannino już skoczył do tyłu i się zabezpieczył w tłumie. Wybuchły mocne oklaski i natychmiast inni obywatele z entuzjazmem pośpiesznie zaczęli naśladować Giovannina: wskakiwali na pojazd, chwytali króla za nos i starannie go uciskali.
— To nowy znak hołdu, Wasza Wysokość, — mamrotał z uśmiechem premier do uszu króla.
Ale król zupełnie nie miał ochoty na uśmiechy: bolał go nos i zaczynał się katar, a on nie miał nawet czasu wytrzeć nosa, bo jego wierni poddani nie dawali mu wytchnienia i radośnie kontynuowali łapanie go za nos.
Giovannino wrócił do swojego kraju zadowolony.
Львёнок и сокол Tortolani, совушка без маркировки, утёнок Panetta и лягушка KJL.

Очень сложно, очень прикольно! Для себя я этот этюд называла "Kitten on the keys", особенно в кульминации там очень похоже, когда появляется си-бекар, — имею в виду, похоже не на знаменитый рэгтайм, а именно на котенка на клавишах :).
Иногда меня терзали сомнения, не слишком ли форшлаг там выходит, но по-моему, в итоге звучит как надо. Очень рада, что более-менее всё получилось, с небольшими помарками. Неожиданно сложный пассаж в конце, хотя по сути это просто обращения трезвучия, и когда играла медленно, это казалось сущей ерундой. Ещё в искомом темпе становилось сложно попадать при прыжках, а также приглядывать за левой рукой, которая норовила мазать. Пока играла медленно, наоборот, были сложности со "скольжениями" с интервала на интервал (и в терциях, и, особенно, в более крупных интервалах), но как ни странно, после того, как разогнала темп, стало получаться гораздо легче — в том числе, и медленно тоже. Из чего вывод: опять всё не зря и для техники полезно!
Второй веселенький и интересный этюд подряд — приятно, конечно. Уж не знаю, как там дальше; когда листаю ноты, кажется, что впереди какая-то катастрофа. Но ничего, пока ползу...
Карл Черни. Искусство беглости пальцев. Этюд №30 (развитие крепкого удара).